Pan szabatu (15 lipca)


Pewnego razu Jezus przechodził w szabat wśród zbóż. Uczniowie Jego, będąc głodni, zaczęli zrywać kłosy i jeść.
Gdy to ujrzeli faryzeusze, rzekli Mu: «Oto Twoi uczniowie czynią to, czego nie wolno czynić w szabat».
A On im odpowiedział:
«Nie czytaliście, co uczynił Dawid, gdy był głodny, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego i jadł chleby pokładne, których nie wolno było jeść jemu ani jego towarzyszom, tylko samym kapłanom?
Albo nie czytaliście w Prawie, że w dzień szabatu kapłani naruszają w świątyni spoczynek szabatu, a są bez winy? Oto powiadam wam: Tu jest coś większego niż świątynia.
Gdybyście zrozumieli, co znaczy: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”, nie potępialibyście niewinnych. Albowiem Syn Człowieczy jest Panem szabatu». (Mt 12, 1-8)

Gdzie mieszka prawdziwa mądrość? Pytał się pewnie św. Bonawentura, mając oczywiście na myśli samego Boga. Jeden z najtęższych umysłów swego czasu, święty franciszkanin, a nie potrafił ujarzmić swej niechęci do Doktora Anielskiego…

To tak jak faryzeusze, którzy przecedzali komara, a połykali wielbłąda, z tą różnicą, że Bonawentura, dzięki miłości Chrystusa i zaufaniu Jemu osiągnął doskonałość… Pewnie jego niechęć nie była bezgraniczna…

A ja, czy potrafię wznieść się nad pozory mojej świątobliwości i np. z miłością, albo choćby z życzliwością spojrzeć na grzesznika, bo przecież i ja nim jestem… Czy potrafię zrozumieć młodego, szalejącego pseudoateistę, który tak naprawdę nie wie do kogo się zwrócić o pomoc…

A może wolimy być praworządni, a nie święci?

xtar