F#9 Czego chce ode mnie Bóg? (XXI Niedziela Zwykła)


Ziarnko gorczycy, kobieta z duchem niemocy i nieurodzajne drzewo figowe, to trzy znaki, które towarzyszą Jezusowemu pytaniu o katalog ludzi zbawionych! Do każdego pewnie te znaki przemawiają inaczej, jedni bardziej przeżywają przykład z natury, inni wolą symbol, a jeszcze inni historię z życia człowieka… A Jezusowa odpowiedź na pytanie o to, kto będzie zbawiony zaskakuje swoją uniwersalnośćią i aktualnością…

Kiedy stajemy wobec Słowa Bożego jest ono zawsze dla nas niezwykle aktualne, jednak z przyzwyczajenia bardzo łatwo zacząć opowiadać na ambonie świetnie znane bajki, które albo nie straszą, albo nie bawią… Albo po prostu mają się nijak do życia. Dlatego zadaniem kaznodziei jest zawsze pokazać, że świat Boga i Jego słowa są inne i nowe… Królestwo moje nie jest stąd! I kiedy nikt o Jezusa – Króla nie walczył, najbardziej przekonywał, że nie przychodzi ustanawiać nowe prawo, ale niesie nową głębie życia, która zdolna jest wyrosnąć ponad ten świat niczym gorczyczne drzewo!

W kwestii materialnej:   relikwiarz Paschalisa I, 817-824

Św. Brat Albert zauważa, że Bóg nas zbawił umierając na krzyżu, nie mógłby więc żaden człowiek zbawić się bez cierpienia… Nikt nie chce powiedzieć, że cierpienie jest sensem życia chrześcijanina, gdyż wynika ono z walki, jaką człowiek prowadzi. Lecz tak naprawdę nawet ta walka nie jest centrum życia chrześcijan. Jezus przynosi miecz czyli rozłam, czy ideę, od realizacji której uzależnia tak naprawdę wielkość swojej misji – jeśli się nie nawrócicie podobnie zginiecie

Jak odczytać tę ideę? Nie da się jej tak po prostu przeczytać, tak po prostu zobaczyć, tak po prostu poznać i poczuć! Idea to tak silna, że uzdrowiła naukę i filozofię w średniowieczu, jak pisał o tym G. K. Chesterton w swojej powieści Tomasz z Akwinu. W oparciu o tę ideę powstawały państwa, chociażby państwo polskie, bo władca stojący u początku państwa zdobył się na tak wielką wyobraźnię, by w budowaniu swej państwowości dostrzec drogę budowania Królestwa Bożego…

Oczywiście takie rozważania nie nadają się na kazanie na wiejską parafię, lecz potrzeba ich księdzu, by sam był gotów zadać sobie pytanie o to, gdzie jest serce wiary i przestał na ambonie powtarzać, że słuchacze nie zachowują przykazań, ciągle zmierzają do nieba, ale się jeszcze nie ujawniło dokąd trafią, a różaniec. paciórek i dobre serducho to jedyne środki jakie mamy. Jeśli chcę, by ludzie poszli za Bożym słowem, niezbędnie muszę zacząć przed ludźmi rozpościerać wizję innego życia, które zaczyna się już na ziemi, jest nie tylko leczeniem z pochylenia i niemocy, ale ma coś z urodzajnego figowca, które daje nie tylko słodycz, ale dynamiczny impuls do zmiany życia! Wtedy gorczyca przestanie być musztardą i to „po obiedzie”, ale rozrośnie się w ideę, sięgająca nieba…

Dlatego usiłujmy wejść przez ciasne drzwi, a to przecież wyzwanie! Poddajmy się wychowaniu – karceniu, gdyż to przejaw Bożej miłości i w sumie w cierpieniu – wyzwaniu też można być naprawdę szczęśliwy! Patrzmy oczami Boga, który w swej wizji zbawienia nie zamyka się do jednego narodu, a poszukuje każdego, kto mógłby mu składać ofiary, służyć mu z bojaźnią i drżeniem!

Czym więc jest zbawienie? To nie transakcja Boga z szatanem! Powtarzając to, utwierdzamy ludzi w niewłaściwym dualizmie, w którym szatan ma prawo w sumie wygrać. Zbawienie to walka Boga. Zbawienie to wyobraźnia Boga, w której niczym w baśni wygrywa zawsze dobro, a zło zawsze przegrywa! Zbawienie to marzenie, by każdy człowiek był szczęśliwy. Wreszcie zbawienie to zaproszenie do współpracy, ale nie na zasadzie spółki z o.o. czy pełną o., ale zaproszenie do wspólnej przygody, niczym włóczęgi, porzucenia ulotnego domu i pójścia w nieznane. Bóg z każdym chce się podzielić tą przygodą, a jest ona dla tych, co mają dość wyobraźni, by dostrzec, co jest za zakrętem drogi. Bo jak wielu dziś ludzi ze smutkiem siada do partii szachów z diabłem i zapomina, że to Jezus już ją wygrał… A sam jestem bez szans!

w-Ambona-ryba  W kwestii formalnej:

Słowo Boże jest najpierw do słuchania! Nawet kaznodzieja najpierw powinien słuchać Ewangelii i jeśli mówienie nie jest poprzedzone słuchaniem Słowa, niestety często jest powtarzaniem pięknych zdań, wielkich proroctw, mądrych nauk, lecz nigdy nie zwiąże się w ideę, która pociąga. Stwierdzenie idea może być dla niektórych takim bublem oratorskim, bo przecież wystarczy być swoim człowiekiem, życzliwym, mówić prosto i na temat i Pan Bóg pobłogosławi. Problem jedynie w tym, że często nie uświadamiamy sobie jak wielu naprawdę nas słucha. Często my kapłani gubimy się w kazaniu kolegi, nie łapiemy do końca, co chce powiedzieć, wyłączamy się… ale wierni i tak słuchają! Dlatego możemy nie mieć pojęcia, jak bardzo oddziaływujemy!

Kazanie winno mieć myśl, jak napisałem na początku niewiele wątków, w sumie dla mnie powinno poruszać jeden temat i prowadzić do konkretnej konkluzji. Dlatego to właśnie ja ma dla siebie ustalić, co tak naprawdę chcę powiedzieć. Ja mam usłyszeć przesłanie Ewangelii! Gdy mierzę się z Liturgią Słowa przed kazaniem, najpierw szukam odpowiedzi na pytanie, co Bóg w tych perykopach chce mi powiedzieć. Jeśli dana kwestia i sprawa do mnie w ogóle nie przemawia, to się danego tematu nie chwytam! Będę nieautentyczny! Oczywiście, kiedy pracujesz na parafii i pojawi się żywotny problem wspólnoty (nie jednostek, bo kazanie jest do całej wspólnoty), a ja tego przeżywam, to pewnie słabo słucham Słowa i wspólnoty?

Co zrobić, kiedy moja wyobraźnia nie potrafi zobaczyć idei w Ewangelii i nie potrafię ludziom powiedzieć nic ponad takie proste upomnienia? Pewnie jestem po prostu na takim poziomie. I powinienem zrobić wszystko, by ten poziom podnosić, może więcej rozmyślać, więcej konfrontować się z tym, co Bóg chciałby mi powiedzieć! Dla mnie bycie kaznodzieją to również specyficzny typ duchowości… Oczywiście nie wszystkie przemyślenia trafią na ambonę, ale niewątpliwie powinienem analizować dogłębnie rzeczywistość, mieć nawet konkretne przekonania polityczne (nie dla agitacji, lecz by być transparentnym i jednoznacznym) i społeczne. Trzeba dostrzegać wiele, wiele wiedzieć i być gotowym głęboko mówić…

Nie chcę nikomu z księży robić rachunku sumienia, lecz przypomnieć coś, co dziś ginie w mrokach historii… Kaznodzieja to człowiek wykształcony – nie mówię o tytule, ale materialnym zasobie wiedzy. Muszę znać wartość i głębię słów, które wypowiadam, by im tę głębię nadać. To taki zadziwiający element duchowości kaznodziei, rekolekcjonisty, który dziś nie jest w cenie, bo wygodnie jest być prostaczkiem, modnie jest być swoim, prostym chłopem. Oczywiście to nie grzech, ale i nie cnota. Poza tym bycie w porządku nie musi się wiązać z ubóstwem umysłowym!

I ostatnia kwestia. Słowo Boże musi być pasją życia kaznodziei. Musi być jego pokarmem pełnić wolę Bożą! Pańszczyzna na ambonie jest nieskuteczna, bezpłodna i smutna. Nie mogę się bać kazania, trudu przygotowania się, by mówić w imieniu Jezusa. Powinno mi to sprawiać radość, że mogę Jezusowi radość. Zasłanianie się brakiem kompetencji to fałszywa pokora. Po to cię Pan zabrał od owiec i nacinania sykomor, byś prorokował (por. Am 7,14-15). Gdy lew zaryczy, któż się nie ulęknie? Gdy Pan Bóg przemówi, któż nie będzie prorokować? (Am 3,8). Prorok Amos nie bał się, choć dopiero był niekompetentny!

Martwa_natura_z_karafka_pkol2-v Chociaż zbawienie w pewnym sensie wykracza poza to życie i jego trudy, nie powinniśmy się lękać w planie zbawienia dostrzec miejsca na radość tym życiem. To też wyjątkowość naszej wiary, iż w tym życiu dopatruje się zapowiedzi tego nowego. Jednak tutaj mamy przede wszystkim możliwości, które można pogrzebać przez brak wyobraźni, a praca, która winna nas uszlachetniać, uwznioślać i uskrzydlać, może być dolą niewolników, którzy z rozpaczą siedzą i płaczą na rzeką wspominając Syjon. Dożynki to doświadczenie ludzkie i święte, bo wiążą naszą szarość z tym, co ulotne i niebieskie. To hymn radości, antycypacja nieba, w którym nieustannie będziemy dziękować!