F#8 Hymn Stworzenia (Uroczystość Wniebowzięcia NMP)


Co jest szczytem ewolucji? Żaden biolog raczej nie zada takiego pytania, gdyż byłoby to pytaniem o cel! Do czego dąży świat, jaki cel nadał mu ten, który go stworzył! Pytanie trudne i przerażające dla tego,  kto boi się samodoskonalenia. Bóg wybrał Maryję, by przez nią dopełniło się przeznaczenie świata… Czy to możliwe, że szczytem ewolucji jest zbawienie? Pan Dawkins niewątpliwie przekręciłby się na sam dźwięk takiej tezy! Ale nie o tym mówić mam zamiar, ale o Bogu, który ma niezwykły pomysł na świat!

Może ktoś czytał Trylogię kosmiczną Lewisa, w której zastanawia się jak połączyć ideę Boga z prawdą o kosmosie, tym, co dzieje się poza ziemią itp. Wizja ciekawa, chociaż trochę naiwnie mieszająca porządki: teologiczny i empiryczny. Oczywiście łączenie rozumu i wiary dla niewielu jest życiowym problemem, nie koniecznie zainteresuje słuchaczy poza seminarium czy kościołem dla profesorów fizyki czy biologii. Jednak pytanie, po co ja żyję, jest pytaniem dla każdego i myślenie o nim patrząc na Maryję, która wstępuje do nieba, może zainteresować każdego… Bo tajemnica Wniebowzięcia nie jest tak już bardzo praktyczna…

w-Ambona-ryba  W kwestii formalnej:

Czasem trzeba mówić o rzeczach, które wydają się niepraktyczne, nieżyciowe, wybitnie teoretyczne. Trzeba ludziom opowiedzieć o rzeczach, które nie zastosują w poniedziałek idąc do pracy, szkoły czy w pole… Opowiedzieć o rzeczach, które należą do historii, dawno minęły, jak choćby o Matce Bożej. I to np. powiedzieć, że została wzięta do nieba, choć Nowy Testament w sumie o tym milczy…

O Maryi niewątpliwie przeczytamy w konstytucji Munificentissimus Deus, można pójść drogą myśli, jaką wyznaczył papież Pius XII. Droga to pewna, bo wyznaczona przez papieża, ale trudna, bo pełna symboli ze Starego i Nowego Testamentu, oparta na tomistycznej teologii, opartej na dowodach. Nie popełnimy błędu, cytując Ojców Kościoła, papieży, samą konstytucję, ale czy to ludzi przybliży do tej prawdy i pomoże z niej wydobyć praktyczną naukę – nie wiem… Może w seminarium?

Można spróbować samemu wyjaśnić, akcentując to, co dla mnie wydaje się ważne. Ciekawsza droga, a jeżeli słuchacze lubią byś prowadzeni, nawet skuteczna, lecz czy nadal owocna? Bo to dalej mówienie o tym, co dla mnie jest ważne, co mi się podoba… Ale niekoniecznie moje doświadczenie może być praktycznie przydatne moim słuchaczom.

Oczywiście potrzeba kazań katechetycznych, ale nie zapominajmy, że przedmiotem katechezy jest kerygmat, a nie ciężka teologia. Z takiego doniosłego wydarzenia, ciężkiego doktryną i tajemniczego przez swoje ukrycie w tradycji winniśmy wybrać przede wszystkim to, co jest elementem zbawienia… A tym na pewno jest kwestia powszechnego zmartwychwstania, pragnienie Boga, by człowiek był szczęśliwy i zaproszenie do wiecznego życia w niebie!

I oczywiście nie możemy próbować na siłę opisywać Wniebowzięcia, bo to niestety może wyjść słabo… Niech to zostanie tajemnicą, a treścią prawdy o Wniebowzięciu NMP winno się stać jej życie na ziemi, bo to niebieskie jest jego konsekwencją i przedłużeniem….

W kwestii materialnej:  relikwiarz Paschalisa I, 817-824

Świątynia Boga w niebie się otwarła… Dzisiaj mamy zajrzeć do nieba… Może to doskonała okazja, by spróbować z ludźmi zastanowić się na czym polega niebo! Bo jak my je sobie wyobrażamy. Ile jest w naszym patrzeniu na niebo tej wizji z filmu Różewicza 1966 r. Ciągłe próby chóru, cisza, chodzenie w szlafroku… Po prostu nuda! Ale co zrobiliśmy, by ludziom pomóc wyzwolić się z tej wizji… Wtedy nawet w piekle jest ciekawiej, bo może ognia braknąć i smoła będzie zimna!

Ale tyle żartu, choć polecam obejrzeć ten stary film! Bóg jednak ma inny plan. Po pierwsze mamy zmartwychwstanie, nawet jeśli nie spoglądamy na Wniebowzięcie przez pryzmat przejścia ze śmierci do życia, to jednak niewątpliwie Maryja jest wzięta do nieba z ciałem i duszą, tzn. z duszą i ciałem chwalebnym, bo inne w niebie by się nie ostało. Tak więc i my w konsekwencji w niebie znajdziemy się i z ciałem, więc nasze życie będzie pełne…

Nie możemy więc patrzeć na niebo, jak na błądzenie w chmurach, wiszenie w powietrzu, ciągły bezruch, robienie bezproduktywnych rzeczy. To nie jest pełnia życia. Takiego nieba nikt z nas nie chce, ale czy inne głosimy? Czy innego w sumie się spodziewamy? Czy potrafimy w życiu Maryi, świętych, naszym własnym dostrzec odbicie tego życia, którym kiedyś będziemy żyli w niebie… Czym się tam będziemy zajmować, jak ono będzie wyglądać?

Póki nie odpowiemy na to pytanie, na niebo będziemy patrzeć jak na ten cyrk z filmu. Tymczasem w niebie będziemy żyć bardziej niż na ziemi, spełni się zapowiedź tego, co Maryja wypowiedziała w swym dziękczynieniu… Bóg wywyższy pokornych, nasyci głodnych, ujmie się za swym ludem. Bóg będzie chciał nas uszczęśliwić – nie wiem, czy będziemy jeść, ale nie będziemy głodni… Nie wiem, czy będziemy ubrani, ale nie będzie nam zimno. Nie wiem, czy będziemy mieli mieszkanie, ale nie będziemy bezdomni. Nie wiem, jak będziemy wyglądali, ale na pewno będziemy piękni…

A czym będziemy się zajmować? No chyba Panem Bogiem! Ale czy to nie jest nudne? Stać w kościele i słuchać długiego kazania? Słuchać księdza, który nijak nie umie mi wyjaśnić, o co chodzi w tym, co ktoś napisał w katechizmie? Nieustannie mówić paciorek rano, wieczór we dnie w nocy? Czy rzeczywiście wiemy, co to znaczy kochać Boga i Go poznawać? Tym niestety musimy się zająć w niebie, a to nie jest łatwe… Więc jak Maryja musimy zacząć już za życia śpiewać hymn naszego stworzenia!

Martwa_natura_z_karafka_pkol2-v  Często we Wniebowzięcie będziemy mówić w kontekście dożynek! Czyż dziękczynienie za plony dające życie tu na ziemi nie jest idealną okazją, by powiedzieć o pełni życia w niebie? Czy nie warto ludziom pomóc oderwać oczy od życia tu na ziemi, a zajrzeć do otwartej w niebie świątyni? Bóg dba o nas tu na ziemi, by przekonać nas, że zadba o nasz los i po śmierci! Tylko czy wierzę, że barwy tego życia zostaną zintensyfikowane w przyszłym? Czy tam będę tego chciał: nasycić się życiem?