F#6 Nieść pochodnię wiary (XIX Niedziela Zwykła)


Do Rio dobiega znicz olimpijski… 3 lata po ŚDMie to brazylijskie miasto znów gości cały świat. Kiedy po ok. 30 godzin od ceremonii otwarcia staniemy za amboną, będziemy mówić o świetle wiary, która swoim zaufaniem do Boga z miłością rozświetla noc grzechu i tego świata… Czy jednak ten świat nie prześpi godziny swego nawiedzenia, czy będzie gotów śpiewać hymny przodków, znudzona już tyloma imprezami i nie będzie woleć uchodzić z Krakowa w obawie przed korkiem, jaki spowoduje biały obrońca uchodźców z Ameryki Łacińskiej… To nie sarkazm na papieża tylko na wiarę młodych emerytów z Polski, do której pewnie też musimy się nieraz odnieść w kazaniu…

Wiara dziś przeżywa wielki kryzys… Dostrzegł to papież Benedykt XVI ustanawiając Rok Wiary, niespodziewanie w trakcie jego trwania abdykując. Wątpię, czy ten rok wydał głębokie owoce. Ale był niezmiernie potrzebny. My, Polacy, słuchając o czuwaniu, możemy zostać uśpieni piękną wizją… A temat wiary, to jeden z tych, który u nich powinien budzić niepokój – jak wielu chodzących co tydzień do kościoła uważa to za heroizm równy męczeństwu?!? Chciałbym, byśmy dziś przyjrzeli się i wspólnie zastanowili, jak, a może czy w ogóle, można słuchaczom coś wypomnieć, na coś zwrócić uwagę, a nawet ich nieco skarcić… Wszak Jezus, jak trzeba było, to nazwał słuchaczy pobielanymi grobami!

W kwestii materialnej:  relikwiarz Paschalisa I, 817-824

 Łatwo mówić o wierze, o tej sztafecie, w której wysoko uniesiona pochodnia stoi jako znak dla narodów… Wszystko to wspaniałe, lecz jeśli zbyt długo będziemy w tym zachwycie spoglądać na płomień, możemy się sparzyć… albo nam zgaśnie! Wiara to rzeczywistość dynamiczna, powiedziałbym nawet bardzo dynamiczna. Płonie tylko wtedy, kiedy przejawia się w działaniu, wszak bez uczynków jest martwa (por. Jk 2,26). Dlatego warto uważać, by mówiąc o wierze, nie opowiedzieć pięknej bajki na dobranoc. Można ludzi pochwalić za to, że wierzą, a dynamika wiary domaga się jej aktualizacji… I w tym miejscu rodzi się konieczność wzbudzenia w człowieku pewnego niepokoju.

Jezus powiedział, że gdyby kandydat na ofiarę wiedział, kiedy przyjdzie złodziej, nie miałby szans być ofiarą ani bohaterem. A jeśli człowiek nie czuwa, ofiarą jest mimo iżby mu się nawet udało i nie został wystrychnięty na dutka… Świadomość zagrożenia wiary jest ważna, bo nie zawsze pamiętany paciorek, „mszyczka” za filarem (lub za żoną, jeśli w kościele filarów nie ma), spowiedź zawsze, kiedy jajka święcą, czy obiecywanie jak Boga kocham nie broni naszej więzi z Bogiem. To czasem jeszcze przeszkadza, bo zakłamuje rzeczywistość, boi się nazwać prawdziwy problem. Bo lenistwo ma również swoją przyczynę… właśnie w problemach z wiarą.

Warto przyjrzeć się wierze Abrahama i Sary – są wzorami, choć często się ociągali: Abraham zamarudził w Charanie, oszukał faraona bojąc się o swoje życie, już chciał sługę ustanowić następcą. Sara zaś najprościej na świecie śmiała się z zapowiedzi swego połogu! Mimo to oni uznani są za przykłady wiary – to światło dla nas, że choć czasem wadzimy się z Bogiem, jednak Bóg do końca czeka na nasze zaufanie i nagradza miłość do tysięcznego pokolenia (por. Wj 20,6).

Bóg zwraca oczy na bogobojnych, na tych, którzy oczekują Jego łaski… W wierze okazuje się, że nie wystarczy deklarować czyli czynić coś widocznym, jasnym, oczywistym: potrzeba również bojaźni Bożej. Czy nie zapominamy o tym temacie, a może boimy się go, gdyż niekoniecznie ma pozytywne skojarzenia. A dziś przecież nawet dzieci nas się wcale nie boją. Przecież nikt  z rodziców ich nigdy nie straszył. Bojaźń dziecięca to miłość, chęć nieobrażania, nieranienia tych, których najbardziej kochamy. Takiej coraz bardziej miłości trzeba, a nie kalkulacji – a może za to nie pójdę do piekła… A to nie do Jezusa należy dać miejsce z prawej czy lewej strony piekła, ale dostanie się je temu, kto nie czynił miłosierdzia… (por. Mt 20,24; Jk 2,13)

w-Ambona-ryba  W kwestii formalnej:

Bardzo ważne, by kiedy mówimy trudne kwestie, nie używać 2. lecz 1. osobę liczby mnogiej. Bo zwłaszcza jeśli chodzi o wiarę problem dotyczy tak mnie – kaznodzieję, jak i wiernych. Ja również muszę mierzyć się z moją wiarą, co warto podkreślać. Warto dawać do zrozumienia, że stoimy po tej samej stronie barykady, że ja też jestem narażony na niebezpieczeństwo. I jeszcze to, że rozumiem, że żyć wiarą nie jest łatwo, że i ja muszę się o to bardzo starać, bo nawet dla księdza to nie jest takie oczywiste. Myślę, że podkreślenie tego może wielu przekonać i zachęcić do zaangażowania.

Jeżeli chcemy coś ludziom wypomnieć, musimy ich dobrze znać, wiedzieć, czy nie było obiektywnie ważnej i wielkiej przyczyny czy okoliczności, która by ludzi tłumaczyła. Słyszałem, że raz proboszcz pokłócił się czy jakoś nie zgadzał się z parafianami i poszczuł na nich księdza podczas kazań pasyjnych (de facto proboszcza sąsiedniej parafii). To było ostatnie kazanie pasyjne tego księdza w tym roku. To przywodzi drugą zasadę: robię to sam, nie za kogoś czy przez kogoś. My stanowimy jedną wspólnotę i my możemy i powinniśmy mówić sobie uczciwie wszystko…

Bardzo podoba mi się opowiedzenie bajki. Tak jak prorok Natan Dawidowi. Król nie miał złudzeń, że to o nim mowa. I nie mógł dyskutować. Materiał poglądowy, oczywiście dobrze potem objaśniony, daje naprawdę wspaniałe rezultaty. Warto czasem posłużyć się prawdziwą bajką, ale można na przykład sytuację przenieść do królestwa zwierząt. Tylko na koniec koniecznie podnieść kurtynę – nie wszyscy muszą skojarzyć…

Ważna jest jedna kwestia – ambona to nie mównica sądowa. Ja nie jestem prokuratorem, który poszukuje winy za wszelką ceną, który grozi Bożym palcem i ostrzega cały świat przed nieuchronną karą Boga. Gdy do Jezusa przyprowadzono jawnogrzesznicę, on jej niczego nie wytykał, ale skonfrontował ją ze skutkami grzechu. Zaprowadził niejako nad przepaść i kazał popatrzeć w dół: w sumie możesz spaść, ale oskarżyciele nie są godni cię tam strącić, bo sami powinni za tobą polecieć. Kaznodzieja stoi w tym tłumie. On niejako przywołuje to wydarzenie… Jest komentatorem sytuacji – ale nie czyni więcej niż Jezus: skoro Jezus nie potępia i on nie może…

Przypominam w tym o tym, co już pisałem. Kaznodzieja, jako pasterz, kocha swoją owczarnię. Kiedy podejmuje trudne tematy (a czasem z miłości do owczarni musi to zrobić), ma na względzie jej dobro. Z jego sposobu przekazu ma się odbijać troska, ale, jeśli nie jest to prawdziwy OJCIEC i wiekiem i uznaniem, nie może to być i zbytnio protekcjonalne. To jest chyba znak czasu, że na pozycję ojca kaznodzieja też musi sobie zasłużyć!

I jeszcze jedno – prorok ma podnosić, nie dołować! Kunsztem, ale i zadaniem niestety kaznodziei, który musi powiedzieć kilka słów prawdy, jest pokazanie tak naprawdę prostej i oczywistej, ale jednocześnie genialnie skutecznej drogi rozwiązania… Quid vobis videtur? Jak się Wam zdaje – najlepiej jakby ludzie zostali podprowadzeni, żeby to sami powiedzieli… Nie wszystkie jednak homilię (a w sumie w Polsce poza dziecięcymi i czasem młodzieżowymi mało które) może być dialogowane… Trzeba je wypowiedzieć jakby już je wszyscy wiedzieli, a my je tylko wokalizujemy!

DSC_0398  Jezus w nauczaniu Ośmiu Błogosławieństw nie zapowiada drogi prostej i wygodnej, bogactwa, wielkich możliwości… Zaprasza nas, byśmy współpracowali z nim w konstruowaniu naszego szczęśliwego życia. Chce, byśmy nie lękali się stawić czoła przeciwnościom, lękom, ubóstwu, wojnie i prześladowaniom, bo On błogosławi nasz dynamizm i naszą zmianę…Nie lękajmy się poszukiwać w naszym życiu niewygód, by było ono jeszcze piękniejsze! A nasze serca jeszcze bardzie gotowe na niespodziankę Jego Miłości!!!