F#5 Marność ziemi i chwała nieba (XVIII Niedziela Zwykła)


Od Edenu Bóg chce człowieka uwalniać, a człowiek nieznośnie zanurzony w sadzawce doczesności nie potrafi nie wiązać się z dobrami jakie może wygrzebać z mułu codziennego życia… A Bóg przygotował coś niesamowitego i potrzeba wielkiej wyobraźni, by dzięki temu, co mówi Jezus, osiągnąć szczęście!

Czy piekło jest bolesnym konkretem, który człowieka zaprasza do refleksji, która miałaby go wybić ze zbytniego spokoju? Kiedyś na pewno, dziś jednak człowiek boi się piekła, szatana i śmierci… To prawda o życiu może pomóc człowiekowi zmienić siebie…

Dziś zachęcam do refleksji nad pytaniami, jaki stawia sobie współczesny człowiek, do pomyślenia nad tym, co człowieka dziś realnie dotyka… Nad Jego lękami i marzeniami, tym, czego nie znosi i tym, co uwielbia, nad Jego granicami i aspiracjami! Jeśli kaznodzieja tego nie uchwyci, będzie szybował nad ich głowami i sam będzie słuchaczem swego kazania.

W kwestii materialnej:relikwiarz Paschalisa I, 817-824

       W poszukiwaniu tematu będziemy dziś szukać tego, czym żyją ludzie… niezależnie czy sobie to uświadamiają czy nie! Rzadko w naszych kościołach słychać kazania o pieniądzach, posiadaniu, czy Ewangelicznej Radzie Ubóstwa. Chyba wszyscy się boją pieniędzy jako szatańskiego wynalazku. A ja myślę, że problem leży w tym tylko, że ludzie nie lubią słuchać, jak inni mówią im, co mają robić ze swymi pieniędzmi! Kazanie o radzie ubóstwa przeistacza się w kazanie o filantropii, o tym, że należy się dzielić i tak dalej… A jakże rzadko kaznodzieja tłumaczy, że nie jesteśmy właścicielami tylko zarządcami Bożych dóbr.

Szukanie argumentów na tę tezę winniśmy szukać w osobie Chrystusa, który nie dość, że nie miał domu, gdzie mógłby głowę złożyć, ale jeszcze we wszystkim był oddany Bogu i spełniał Jego wolę… I co ciekawe to zmartwychwstanie staje się powodem, dla którego winniśmy dbać przede wszystkim o dobra, które są w górze, gdzie przebywa Chrystus. Kohelet zaś nakłania nas do pewnej swoistej wyobraźni, która nie zatrzymuje się zbytnio tu na ziemi, a spogląda w niebo. Można pewnie bez wahania powiedzieć, że chodzi tu
o wyobraźnię miłosierdzia, o której tak często wspominał św. Jan Paweł II…

Ale koniecznie musimy pamiętać o dwóch stronach tej wyobraźni! Z jednej strony, kiedy mówimy o wyobraźni, mamy na myśli realizm, współczucie, znajomość tematu. Nie da się być miłosiernym, kochać Boga i drugiego człowieka, bez świadomości tego trudu, z jaką człowiek pracuje z mądrością, wiedzą i dzielnością, bez świadomości, że nieraz ktoś to po ludzku może zabierać, a nawet zniszczyć owoce tej pracy… Z drugiej strony wyobraźnia to śmiałość i szalona odwaga spojrzenia w górę, gdzie nasze życie ukryte jest z Chrystusem w Bogu. To ta wyobraźnia, która wezbrała w sercu Mieszka, który szczepił nowe owoce w swym sadzie, jak to widział w swej wizji Karol Wojtyła…

Cała sztuka kaznodziei to otworzyć oczy na taką wyobraźnię, bo tylko wtedy zaczyna działać w nas łaska chrztu świętego i staję się prawdziwym chrześcijaninem. I nikt nie musi mnie przekonywać, by czynić dobrze każdemu spotkanemu. Bo to patrzenie oczyma Boga, patrzenie dalej, głębiej, wyżej, szerzej (por.Ef 3,14-19 ).  Czy jednak ludzie tego chcą? Nie wiem, czy sobie to uświadamiają, ale każdy chce przekroczyć siebie. To jakby imperatyw ewolucyjny, który może się ziścić chyba tylko w Bogu! Dlatego, kiedy o tym mówimy, musimy mówić o bolączkach człowieka, o jego potrzebach, brakach, słabościach i w nim nadzieję…

TO NADZIEJA dziś jest niestety towarem najbardziej deficytowym!!! Ludzie będą nas słuchać, jeśli damy im nadzieję….

w-Ambona-ryba  W kwestii formalnej:

     Mówiąc o konkrecie życia, warto wziąć pod lupę przykłady używane na ambonie… Najpierw kilka refleksji, potem kilka pomysłów!

Ze swej strony głosuję za używaniem przykładów, byle tylko nie przerosły one treści, wzruszyły słuchaczy, ale nie znalazły interioryzacji w ich życiu duchowym. Pamiętam raz opowiadałem historię św. Krzysztofa, która miała być wstępem do kazania, a wyparła inne treści. Chciałem pokazać jak Chrystus ukazuje w sobie człowieka, a człowiek zwiastuje nadejście Boga, a słuchacze zadali sobie tylko pytanie: Kto jest najważniejszy w moim życiu? Nie głupi efekt, ważne pytanie, ale w Adwencie wyglądaliśmy nadejścia Boga i odkrywanie go w drugim człowieku byłoby świetnym pogłębieniem tego pytania.

Oczywiście nie musimy zaczynać od przykładu! On może być równie dobrze elementem, albo i puentą naszej homilii. Może być ich więcej, ale nie może być niestety homilia ciągiem przykładów, gdyż zbyt wiele by straciła, gdyż winna być przedłużeniem Słowa Bożego, które czytamy w daną niedzielę. Warto nie wybierać przykładów, bo nam się podobają, a potem je karkołomnie usprawiedliwiać. Ani nie powinniśmy zbyt często powtarzać jednego przykładu, bo staniemy się księżmi od tego przykładu. No i najważniejsze: unikajmy odczytywania przykładu – nawet jeśli wszystko mamy napisane – opowiedzmy ludziom bajkę – docenią to, oni uwielbiają jak się do nich mówi, nie czyta, a to szansa dla każdego, by podnieś oczy znad kartki.

Co może być przykładem? W zasadzie każda historia. Ja raz zacząłem od żartu, jak narzeczona w kancelarii pomyliła bierzmowanie z sypaniem głów popiołem. Zachęcam zaglądać do opowiadań Bruna Fererro. Legendy chrześcijańskie zawierają wiele ciekawych odniesień do naszego życia, choć są czasem szokujące. Ale jak mówił papież 27 lipca z okna na Franciszkańskiej: Takie jest życie – jest w nim i dużo dobra i dużo smutku i cierpienia. Dlatego nie wolno się bać nawet tej trudnej nauki o cierpieniu, Bożym sądzie i karze… Bo przecież to część życia!

Ostatnimi czasy przekonuję się, że jeśli potrafię podać przykład z życia wspólnoty, do której mówię, wtedy słuchacze jeszcze lepiej rozumieją, co chcę powiedzieć! Zbytnie kłanianie się, nienazywanie prawdy prawdą staje się bardziej uwodzącymi przekonywaniem słowami mądrości, [a nie mają nic z] ukazywania ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej. (1 Kor 2,4-5). Ludzie chociaż czasem muszą usłyszeć bajkę, to bajkę o nich samym, jak Dawid, który posłuchał proroka Natana, który też mówił w przypowieści!

Blogoslawieni-milosierni-1 Gdzie znajdę szklankę Bożego Miłosierdzia po brzegi wypełnioną Jego konkretną miłością, dzięki której Bóg stał się małym, by być jeszcze bliżej. Można mówić o tym, co mamy, co chcielibyśmy mieć i o tym, co Bóg ma nam do zaoferowania, czy jednak gotów jestem założyć  chrześcijańskie okulary miłosierdzia, które nie zaróżowią świata, ale pokażą go bogatszym, bardziej głębokim, o intensywniejszych kolorach jak Nowa Narnia Lewisa, czy niebo z jego Podziału Ostatecznego… Bez tej siły i miłosiernej fantazji utoniemy w sadzawce doczesności zachłystując się każdym cierpieniem i słabością…