F#3 Goszcząc Boga (XVI Niedziela Zwykła C)


Gdzie szukać Boga, jak odnaleźć miłość, którą mnie chce obdarzyć? Czy Bóg jest daleko, czy zamieszkuje niedostępne przestworza niebios, czy ukrywa się wewnątrz ziemi, w odmętach mórz? A może Bóg mieszka za rogiem, może można Go spotkać na ulicy, czy w sklepie? Może szepce do mojego serca słowa swej miłości? Nie wiem, jak odkryć Boga najlepiej! Wiem, że sam o sobie mówił, kiedy był jako człowiek na świecie…

Często najsilniejszy obraz nie pochodzi z Ewangelii, lecz właśnie ze Starego Testamentu. Nie można jednak mówić bez odniesienia do Ewangelii, którą to, Dobrą Nowinę, zwiastujemy. Tym razem zapraszam do przyjrzenia się innowacjom, tematom i metodom, które może nie są prostą drogą komentowania Ewangelii. Chciałbym, byśmy odpowiedzieli sobie na pytanie, w czym nam może innowacja pomóc, no i jakie zagrożenia niesie za sobą…

W kwestii materialnej:   relikwiarz Paschalisa I, 817-824

Bóg przychodzi do Abrahama. Kiedy przeczytałem Liturgię Słowa XVI Niedzieli Zwykłej, właśnie czytanie z księgi Rodzaju przemówiło do mojego serca. 2000 lat przed narodzeniem Jezusa Bóg odwiedza swego przyjaciela. Niewielu zyskało takiego zaszczytu: Adam, który z Bogiem przechadzał się po raju, Henoch, który był przyjacielem Boga, Mojżesz i Eliasz. To szczególnie doniosły moment, tak że stał się pierwowzorem słynnej Trójcy Rublowa. Dlatego niewątpliwie sercem tematu musi być Wcielenie: Chrystus pośród was – nadzieja chwały. Jednak można zaskoczyć słuchacza tym, co jeszcze powiem.

Najprościej można go zaskoczyć słowami: Bogami jesteście (por. J, 10,34n). Wcielenie jako przebóstwienie człowieka, rzadkie dziś osobiste odniesienie do tego wydarzenia. Po II Soborze Watykańskim skupiamy się przede wszystkim (aczkolwiek niesłusznie) na wydarzeniu krzyża, które mniej angażuje człowieka niż Wcielenie, dlatego ludzie często postrzegają chrześcijaństwo jako zdobywanie nieba. Do śmierci czeka nas ból, cierpienie, katorżnicza praca, by kiedyś doświadczyć szczęścia. Ale to zabija radość chrześcijaństwa, jest trochę jego wypaczeniem. Nie jest łatwo powiedzieć ludziom, że trochę się mylą, sądząc, że zbawieni będą dopiero w niebie…

A mnie przecież w każdej chwili może odwiedzić Bóg, jak Abrahama, jak Łazarza z Betanii. Pytanie, czy ja będę potrafił porzucić troskę i niepokój, i uwijanie się wokół rozmaitych posług. Jedna z legend dotyczących Henocha mówi, że jak zwykle wyszedł, by porozmawiać z Bogiem, ale tak się zapamiętał w tej rozmowie, że rozmawia i spaceruje dalej, że znikł, bo zabrał go Bóg, bo nie potrafił już znaleźć drogi powrotnej do domu…

Czasami jedno zdanie może pchnąć moje myśli na zupełnie nowy tor. Może rzadko opisywana, a niestety zbyt często utożsamiana z Marią Magdaleną, a nawet z nierządnicą, siostra Łazarza, Maria. Może przyjaźń z rodziną z Betanii zrodzi ciekawe wnioski. Może tajemnicze zdanie św. Pawła: aby każdego człowieka okazać doskonałym w Chrystusie. Modlitwa nad darami wspomina Abla, kolekta wspomina o darach Bożej łaski. Tych okazji, by się zaskoczyć jest tak wiele: w psalmie autor poszukuje człowieka, który okaże się doskonałym w Chrystusie i podaje, co się na to składa. Antyfona na wejście i postcomunnio mówią o nowym życiu. Wiele do wyboru (byle wybrać jeden, jak pisałem wcześniej…)

Żeby zaskoczyć ludzi (a przez to pewnie i zaciekawić), należy pozwolić, by Słowo Boże zaskakiwało mnie. Może konsekwencją, może logicznością, może radykalnością, albo faktami, których sobie dotąd nie uświadamiałem. Bóg jest osobą, więc zawsze może w nim być coś, czego wcześniej sobie nie uświadamiałem…. Nie ma się co śmiać, jak Sara, niedowierzająca, że jeszcze będzie mieć dzieci! Jeśli teraz będą potrafił przekazać ludziom to zaskoczenie Słowem, oni będą nim tym bardziej zainteresowani….

w-Ambona-ryba W kwestii formalnej:

Jedna z żydowskim metod mówi, by komentując Słowo, zacytować fragment, który na pierwszy rzut oka zupełnie nijak się ma do komentowanego, a potem z całym kunsztem pokazać, jak wiele mają wspólnego. Kiedyś w kazaniu na Wielkanoc zacząłem od zagadki Samsona (por. Sdz 14,14) i motyw ten powtarzał się w całym kazaniu. Na końcu wrzucę to kazanie…

Dlaczego mówię o zaskoczeniu? Jeśli słuchacz przewiduje, co powiem, nie słucha. Nas przestaje interesować to, co znamy doskonale i to w szczegółach. Jeśli wracamy do książki, filmu, to po to, by jakby powtórnie doświadczyć emocji przeżytych podczas czytania, ale z każdym kolejnym razem zainteresowanie spada. Tak samo kazanie musi przykuć uwagę, nawet zszokować, bo inaczej ludzie posłuchają, a przy modlitwie wiernych, którą będzie próbował wyjąkać lektor, już ostatecznie wszystko zapomną…

Zaskakujący winien być przede wszystkim początek, silny, jasny, ale wybijający z letargu, w który wbija wiernych zwykle taka sama Msza, czytania, rozwlekłe śpiewy i tak dalej. Dobre jest przywołanie interesującego opowiadania, niedługiego, bo pochłonie całą uwagę; przywołanie jakiegoś wydarzenia, które wszyscy rozumieją, bądź znają, lecz nie spodziewają się go usłyszeć. Może być nawet przyzwoita anegdota, lecz nieczęsto, bo będziemy znani jako „Strasburgerowie ambony”. Mocne wejście, zaskoczenie na wejściu.

Poza tym można niespodziewanie skończyć, przerwać, a na pewno nie odbijać się przy lądowaniu, bo echo na zakończeniu irytuje, sprawia, że człowiek chce kończyć, a z naszej perspektywy cenniejszy jest lekki niedosyt aniżeli znużenie. Zaskakiwać można nieoczekiwaną krótkością kazania (ale zapamiętanie zbyt długiego kazania nie przysporzy nam słuchaczy!), można igrać z rozmówcą, powiedzieć coś, co im do głowy nie przyjdzie, a potem to skorygować, przytoczyć dobre aforyzmy czy cytaty biblijne. Można nawet cytować popularne filmy i seriale, czy wydarzenia z naszego życia (jeśli dobrze znamy słuchaczy), bo sprawi to, że się dobrze poczują, tak u siebie…

Ale jak wszystko, również zaskakiwanie w nadmiarze jest niebezpiecznie. Trzeba mieć świadomość, że jeśli za efektami nie będzie głębokiej treści, głębokiego przekonania i mojej wiary, kazanie stanie się efekciarstwem, piękną rozrywką. Innowacje, bezpośredniość i zaangażowanie są ważne i potrzebne, ale w kazaniu jest to zawsze środek, nigdy cel. Naszym celem jest cura salutis animarum czyli troska o zbawienie dusz.

zobacz  Nie bój się podejść do Jezusa, nie bój się dać zaskoczyć, kiedy to podnosi ramię, odkrywa serce, bym ja mógł do niego zajrzeć, włożyć tam swoją rękę. Bo takie jest spotkanie z Panem – zaskakujące, bo On pragnie mnie obdarzyć szczęściem, bo On przychodzi do mego domu, odwiedza mnie, by przekazać najlepszą cząstkę. Co teraz zrobić, by nie być jej pozbawionym, by zamieszkać na górze świętej?

Kazanie Paschalne