F#2 Czynić podobnie (XV Niedziela Zwykła C)


Choć może się wydawać, że droga Bożych przykazań to surowy, wręcz zimny wychów, to te dziesięć słów – deka logoi – to również miłosne słowa skierowane do człowieka, pełne czułości i opatrzności. Czemu mało kto chce dostrzec za tymi nakazami i zakazami Boga, który uczy chodzić Efraima, przytula do swego policzka Józefa? W Chrystusie zaś jest o krok dalej, pokazuje, że prawo nie jest dla prawa, ale że ma prowadzić do miłości. Czy my jednak pojęliśmy choć tę pierwszą lekcję!

Kolejny raz postawimy pytanie o to, co jest ważne w kazaniu. I Jezus nas się pyta: „Co jest napisane? Jak TY czytasz?” Warto może przyjrzeć się osobistemu stosunkowi do Słowa, które powinno i rzeczywiście ma ogromny wpływ na głoszenie. Bo czyż głoszący – kaznodzieja – nie jest pierwszym słuchającym – ewangelizowanym?

W kwestii materialnej: relikwiarz Paschalisa I, 817-824

Na pierwszy rzut oka tematem są przykazania, bo i Mojżesz mówi: „Będziesz słuchał Pana i przestrzegał jego poleceń”, i uczony w Piśmie zada pytanie o największe przykazanie w prawie. Ale Jezus opowiada przypowieść o Miłosiernym Samarytaninie. Oczywiście można ją potraktować jako odpowiedź na pytanie o bliźniego. Jednak fragment z listu do Kolosan sugeruje coś innego. Mówi o innej sprawiedliwości, niekoniecznie wynikającej z prawa. Mówi o Jezusie, który za mnie umarł i zmartwychwstał. Na rekolekcjach przed prezbiteratem, o. Kazimierz Fryzeł, redemptorysta, interpretował przypowieść o miłosiernym samarytaninie w kontekście chrystologicznym, jako że Chrystus – samarytanin – jedyny może pomóc i jedyny ukazuje Bożą sprawiedliwość. I co ciekawe nakazuje czynić podobnie – stawać się bliźnim, czyli niejako drugim Chrystusem.

W poszukiwaniu tematu proponuje zajrzeć dziś w głąb własnej duszy, moich własnych pragnień i aspiracji. Jednak, by kazanie było trafne, muszę się utożsamić ze słuchaczami. Jeśli mówię do świeckich na parafii, dobrze nie słuchać kapłańskich tęsknot duszpasterskiego serca. Poczuć się człowiekiem, który nie wie dokąd iść. Który zagubił się w drodze na pustyni, który przyszedł w Kolosach słuchać listu brata Pawła, którego w drodze do Jerycha napadli zbójcy. Jak nikt inny rozumiemy samotność, jak nikt inny nie stajemy wobec tajemnicy Chrystusowego posłuszeństwa, jak nikt inny nie musimy rezygnować chociażby z osobistego czasu. Nasze doświadczenie, choć czasem tak różne od naszych słuchaczy, niejednokrotnie może odpowiadać na tęsknoty i pragnienia innych ludzi, naprzeciw którym chce wychodzić Słowo XV Niedzieli Zwykłej. Ale uwaga, nie jesteśmy lepsi od innych, to co lepiej rozumiemy ma bardziej służyć, przez nas „sługi nieużyteczne” (por. Łk 7,10).

Ja osobiście w niedzielę chcę mówić o świętości, zwłaszcza o tej, która dotyczy małżonków. Mojżesz mówi, że ani do nieba nie trzeba lecieć, ani płynąć za może po Słowo, jakie każdy mógłby wypełnić. Czym jest świętość? Dla mnie to wypełnianie woli Bożej, najprościej przez naśladowanie Chrystusa, a i w liście do Kolosan i w Ewangelii Jezus zwiastuje swoją misję, wygłasza Dobrą Nowinę o sobie samym. Jezus staje się naprawdę drogą, po której możemy podążać. I to w nim streszcza się całe Prawo i Prorocy, bo nie przyszedł je znieść, ale wypełnić. Chciałbym podążyć tą drogą, stawiając pytanie, jak często twierdzę, że świętym nie jestem, że świętym nie byłem. A Jezus mówiąc o przykazaniu miłości zdaje się ciągle przypominać, że musimy, nie tylko możemy (jeśli chcemy) być doskonali.

w-Ambona-ryba  W kwestii formalnej:

Świadectwo na ambonie to coś bardzo mocnego. Jeśli kapłan potrafi dać na ambonie świadectwo, to w sumie nie potrzeba więcej słów komentarza. Jednak trzeba pamiętać, że często kapłan, mówi szczerze, tak jak czuje, ale coś ze świadectwem jest nie tak. Tak trochę nie da się tego słuchać. Pamiętam, jeszcze jako diakon byłem z rocznikowym kolegą na parafii. Głosiliśmy słowo Boże, a potem byliśmy oceniani przez parafian i naszego księdza profesora. Kolega w kazaniu opowiadał jakąś historię ze swego krótkiego doświadczenia duszpasterskiego (bodajże z diakońskiej praktyki). I do mnie nie przemówił i ks. Profesor nie pochwalił tego. Ludzie to dobrze przyjęli, ale mnie dało to do myślenia. Źle się w sumie słucha, jak komuś się udaje to, do czego chcemy przekonywać. Nam – duchownym – przykład ten zarzęził. Ile rzeczy może rzęzić ludziom? Przełożonemu w seminarium na kazaniach, jak wspominał, w seminarium nic nie przeszkadzało. A mi to rzęziło…

By dać świadectwo, trzeba mieć o czym powiedzieć i słuchacze muszą się z tym utożsamiać. A jeśli oni sobie z czymś nie radzą, to jak przyjmą świadectwo księdza, dla którego to nigdy nie był problem. Ja często mam takie myśli – jak może być problemem coś, co dla mnie problemem nie jest i muszę się bardzo pilnować, by nie wyrażać tego zdegustowania na ambonie. Jednak takie świadectwo myślę że nie działa. Oczywiście co innego jeśli mówię, jak było trudno i jak żmudną ciężką pracą udało mi się jednak coś zmienić. TO działa. Bo ludzie utożsamią się z trudem, który sami niosą. Ale też należy uważać z treścią świadectwa – trzeba mocno przemyśleć, czy ksiądz może o wszystkim świadczyć – np. o kłopotach z czystością. Nie zawsze myślę będzie to celne, a może i smaczne. A i o tym słyszałem…

Co zaś ze świadectwem innych ludzi? Normalnie świeccy nie mogą głosić homilii, dlatego ja osobiście sto razy bym się zastanowił przed zastosowaniem takiego zabiegu. Można oczywiście przytaczać, nawet czytać. Ale a propos czytania: jeśli coś przytaczam, jakiś cytat, czy jakieś świadectwo, lepiej to zrobić z pamięci, gdyż tak ludzie prędzej zapamiętają. Jeśli chcemy coś czytać, to słowa bardzo charakterystyczne, o silnej ekspresji, których nie da się po prostu przytoczyć, bo tylko zachowają swój przekaz. Świadectwo pełni funkcję podobną jak tzw. przykład, anegdota, bajka czy opowiadanie (o nich kiedy indziej).

jezuslogo_1_   Zachęcam jednak, by pokazać, że i ja – kaznodzieja – idę za Jezusem Jego drogą, że tak i moi słuchacze potrzebuję pomocy Jezusa w mej drodze. Że każdy może być święty, jeśli zaufa Bogu, który chce go podnieść do policzka, na swe ręce. Chrystus jak dobry samarytanin ratuje człowieka przed skutkami jego grzechu, bo tylko On nie jest z tego świata. „To będzie dziedzictwem potomstwa sług Jego, miłujący Jego imię przybywać [na Syjonie] będą”. Na Syjonie – czyli… w niebie!